Chociaż kilka ostatnich dni zaszczyca nas słońce, to patrzenie przez okno nie sprawia już tej przyjemności jak jeszcze kilka dni temu, brak tego słońca, bezchmurnego nieba, w zamian za to deszcz i przyprawiający o dreszcze wiatr. Jesień czuć już wszędzie, zapasy na zimę już gotowe, piwnica zapełniona marchewkami, pietruszką, buraczkami i jeszcze wiele innych. Duma mnie rozpiera jak schodzę na dół i widzę moje pierwsze, samodzielnie wyhodowane, pielęgnowane plony. Marchewka na zdjęciu mało imponująca, ale zrywana w środku lata podczas zabaw z kopytnymi.

Niestety tylko winogrona, które tak pielęgnowałam nie imponowały, ale soki wyszyły przepyyyyyszne.

Wypadałoby jeszcze spróbować sił w samodzielnym przygotowywaniu słoików, poznać wszystkie tajniki, ale to już niedługo, bo parę pomysłów na przetwory jeszcze mam, z czego ma rodzicielka wcale się nie cieszy.
Kopytne też nie muszą się martwić, wszystko na zimę już spokojnie spoczywa w spichlerzach.
Co do koni, to mają się dobrze, rosną jak na drożdżach, jedne wszerz, inne wzwyż, a najczęściej to jedno i drugie. Pasza delikatnie urozmaicona sprzyja temu jak najbardziej, a mordki się tylko uśmiechają na widok wnoszonych wiader z kolacją do stajni.
Nasze skromne stadko powiększyło się o kolejnego murzyna, a raczej murzynkę, dokładnie miesiąc temu na świat przyszła Samba - imię w gorących rytmach tanecznych, tak jak mamy. Samba miewa się dobrze, od rana do wieczora szaleje na pastwisku, aż miło popatrzeć jak ją energia rozpiera. Salsa czuwa nad nią swym matczynym okiem, czy to skubiąc trawkę czy też na niedzielnych spacerkach pod siodłem
Szok za to daje popalić, wszedł w niestety okres buntowniczego nastolatka. Chociaż wczoraj miło nas zaskoczył. Obowiązki w zabawowym wydaniu okazały się być dosyć ciekawe i wcale nie takie złe, a nawet bardzo smaczne
Z Marsylią borykamy się od czasu do czasu z jakąś nową pamiątką po zabawach, tu zadrapanie tu znowu coś innego, ale niestety, młode musi się wyszumieć, a mi tylko włosy z głowy wypadają Na szczęście dziewczyna tylko na pastwisku pokazuje, co tak naprawdę potrafi, a przy codziennych obowiązkach, nie wypowiadając tego w złą godzinę, to istny aniołek

Wczorajsza niedziela zakończyła się bardzo miłym akcentem – czerwono główek! Szczerze się przyznaję, że nigdy nie byłam na grzybach, a wczoraj bardzo nieplanowanie wpadł nam w ręce Już się suszy i czeka.

A pociechy rozchodzą się po świecie, zostały jeszcze 3, rosną i szukają wciąż to nowych wrażeń. Niewiniątka:

A tu parę zdjęć z lipcowego wypadu do Kętrzyna na czempionat młodych koni zimnokrwistych, wycieczka dokształcająca, ale letnie wakacje przy okazji także zaliczone Miłego oglądania, pozdrawiam

Na koniec moje ulubione, niedzielne pomysły: